Marynarka Wojenna RPEnglish version
Untitled Document
poczta Marynarki Wojennejserwis informacyjny ZIMW

NARODOWE SIŁY REZERWOWE


50 LAT CZASOPISMA
MW RP "BANDERA"
1950 - 2000

WSTĘP

Pierwsze polskie pismo w wyzwolonej Gdyni, wydawane przez Marynarkę Wojenną "Nasze Morze", ukazało się 9 maja 1945 r. w nakładzie 3 tys. egzemplarzy. Połowę nakładu sprzedawano mieszkańcom Trójmiasta. Redaktorem naczelnym pisma był ppor. mar. Stanisław Habrowski. Dopiero 19 maja ukazał się "Dziennik Bałtycki". 1 września 1945 r. ujrzał światło dzienne nowy tytuł marynarski - "Gazeta Morska". Redakcją kierował kpt. mar. Marian Brandys. W kwietniu 1946 r. wyszedł kolejny tytuł - "Marynarz Polski", w nakładzie 18 tys. egz., z których do wojska trafiało 2 tys.
Od stycznia 1948 r. zmieniono jego nazwę na "Morze - Marynarz Polski".

Na początku lat 50. magazyn został przejęty przez gdańskie Wydawnictwo Morskie. Poprzedniczką "Bandery" była gazeta codzienna Marynarki Wojennej "Na straży Wybrzeża", która ukazywała się od 26 czerwca
1950 roku. W 1956 roku zespół redakcyjny zdecydował, że nadeszła pora zmiany formuły wydawania pisma. Postanowiono także poszerzyć krąg jego zainteresowania. Zmieniono nazwę na "Bandera". W ten sposób powstał nowy tytuł, tygodnik, który zrodził się w redakcji i tu przybrał ostateczny kształt. 31 stycznia 1957 r. ukazał się ostatni numer "Na straży Wybrzeża",
a 3 lutego 1957 r. pierwszy numer "Bandery", w formacie gazetowym,
o objętości 12 stron. Zmieniono sposób łamania, wzrosła liczba publikowanych zdjęć. Zaczęły dominować reportaże, wywiady i felietony. Pojawiły się działy tematyczne, kąciki poświęcone rozrywce. Drukowano opowiadania oraz fragmenty książek marynistycznych.

W następnych latach "Bandera" wielokrotnie zmieniała szatę graficzną
i format, trwając nieustannie jako tygodnik o zmiennej objętości. "Bandera" towarzyszyła Marynarce Wojennej w jej codziennym życiu, dążąc do nawiązania trwałych kontaktów z czytelnikami, przede wszystkim
z marynarzami służby zasadniczej. Na początku lat 60. zmniejszył się format pisma, wzrosła natomiast objętość - do 24 stron. Wydawano wówczas przez dłuższy okres dodatki "Żeglarz", "Nasze sprawy", "Porywy" - wraz z podchorążymi WSMW oraz numery specjalne i tzw. małe wydania "Bandery", kompendia wiedzy niezbędnej dla marynarzy rozpoczynających służbę w Marynarce Wojennej. Pod koniec 1989 r. "Bandera" stała się dwutygodnikiem, a od początku 1990 roku - miesięcznikiem. Najtrudniejszy okres rozpoczął się wówczas w kwietniu. Redakcja "Bandery" wprowadziła drakońskie rygory oszczędnościowe, kontynuując wydawanie kolejnych numerów. Zachowano w ten sposób ciągłość edycji.

Nowy etap w rozwoju czasopisma rozpoczął się pod koniec 1991 roku, kiedy do redakcji (jako pierwszej pośród pozostałych tytułów prasy wojskowej) trafiły komputery. W lutym 1992 r. ukazał się pierwszy numer złożony elektronicznie. Zmniejszono format z B-4 do A-4. Pierwsza barwna okładka ukazała się w czerwcu 1993 roku. Na stałe kolorową okładkę pisma wprowadzono od września 1996 r., natomiast pełny kolor od maja bieżącego roku.

Dzisiaj "Bandera" nadal się przekształca, zmienia się jej szata graficzna i zawartość. Pismo - jak dawniej - pragnie być możliwie najbliżej marynarskiej i morskiej materii życia. Można w nim znaleźć publikacje, które zainteresują każdego, komu bliskie są sprawy Polski Morskiej. "Bandera" dociera m.in. do środowisk Ligi Morskiej i Rzecznej, szkół noszących imiona Marynarki Wojennej i jej bohaterów, kombatantów oraz byłych marynarzy w kraju i za granicą, licznych instytucji i organizacji, bibliotek wojskowych i cywilnych oraz osób prywatnych.

Narodziny
"Na straży Wybrzeża"

Przed czterdziestu trzema laty, 3 lutego 1957 r., do rąk czytelników trafił inauguracyjny numer tygodnika "Bandera". Jej poprzedniczką była gazeta codzienna Marynarki Wojennej "Na straży Wybrzeża", ukazująca się od 26 czerwca 1950 roku. Decydujący wpływ na zmianę formuły wydawania prasy marynarskiej wywarły wydarzenia października 1956 roku, gdy zaczęto odczuwać, iż sztywny "gorset" powoli pęka.

Tradycje czasopiśmiennictwa Marynarki Wojennej sięgają jednak lat międzywojennych, kiedy to w grudniu 1928 roku wydany został w toruńskiej Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej pierwszy numer "Przeglądu Morskiego". Byliśmy pionierami prasy wybrzeżowej w pierwszych latach powojennych. 9 maja 1945 roku ujrzało światło dzienne pierwsze w wyzwolonej Gdyni pismo "Nasze Morze", drukowane w małej prywatnej drukarni "Grafia" przy ul. Morskiej 50. Dopiero 19 maja pojawił się na rynku prasowym pierwszy numer "Dziennika Bałtyckiego".

We wrześniu rozpoczął się w Wydawnictwie Marynarki Wojennej druk nowego czasopisma - "Gazety Morskiej". W kwietniu 1946 roku ukazał się pierwszy numer miesięcznika ilustrowanego "Marynarz Polski", który cieszył się dużą popularnością w środowisku marynarskim i wśród czytelników cywilnych. Wiosną 1947 r. Wydawnictwo MW podporządkowane zostało centralnej instytucji wydawniczej WP - "Prasa Wojskowa". Wprawdzie nadal ukazywał się dwutygodnik "Morze-Marynarz Polski", niemniej środowisko marynarskie pozbawione zostało własnej gazety. Inicjatorem powołania do życia "Na straży Wybrzeża" był m.in. por. mar. Stanisław Woliński, doświadczony redaktor b. Wydawnictwa MW, który na przełomie maja i czerwca 1950 r. rozpoczął działania mające na celu stworzenie gazety przeznaczonej głównie dla marynarzy i młodszej kadry Marynarki Wojennej. Wspierał go w tym dziele mat Jerzy Koziarski, m.in. późniejszy redaktor naczelny "Bandery", który miał za sobą 2,5-letni staż na okręcie hydrograficznym ORP "Żuraw" oraz spore doświadczenie jako korespondent gazet wojskowych (w 1948 roku zajął II miejsce w zorganizowanym przez "Polskę Zbrojną" konkursie na najlepszą korespondencję z jednostki wojskowej).

Pierwszy numer "Na straży Wybrzeża" przygotowywany był kilkanaście dni. Otwierał go artykuł kmdr. Józefa Urbanowicza pt. "Cele i zadania naszej gazety". Na tej samej, pierwszej stronie "NSW" umieszczono materiał o przodownictwie w wyszkoleniu. Ponadto gazeta pisała m.in. o szkole podoficerów zawodowych, był w niej reportaż ze szkolenia trałowców na morzu oraz rubryka sportowa. Gazeta była ilustrowana, dwubarwna (kolory - czarny i niebieski) i miała cztery strony formatu 29´42 cm. Posiadała kilka działów tematycznych, wśród nich m.in.: "Na okrętach i w jednostkach MW" oraz "Nasi przodownicy". Zamieszczano w niej najważniejsze rozkazy i zarządzenia, głównie okolicznościowe. Ostatnią stronę poświęcano zwykle życiu kulturalnemu, sportowi i humorowi. "Na straży Wybrzeża" do końca 1950 r. ukazywała się nieregularnie (co 3-4, a czasem co 7-8 dni, w zależności od potrzeb), o zmiennej objętości. Stanowiła swoisty poligon doświadczalny dla młodego zespołu redakcyjnego. Trzeba bowiem podkreślić, iż w jego skład wchodziły osoby bez większego doświadczenia dziennikarskiego (jesienią 1950 roku zorganizowano w Warszawie specjalny kurs dla ok. 50 wojskowych adeptów sztuki dziennikarskiej).

Do 31 grudnia 1950 r. spod prasy wyszły 32 numery "NSW". Po odejściu do centralnej gazety WP - "Żołnierza Wolności" (następcy "Polski Zbrojnej") dotychczasowego naczelnego "NSW" por. mar. S. Wolińskiego (w 1953 r.), na czele redakcji stanął kmdr ppor. Stanisław Szmoń (w lutym 1954 r.).

Pierwsza "Bandera"

Na początku 1951 roku, na wzór pisma Marynarki Wojennej, które spełniło rolę swego rodzaju poligonu doświadczalnego, powstały podobne tytuły gazet żołnierskich we wszystkich okręgach wojskowych i rodzajach sił zbrojnych. "Na straży Wybrzeża" poczęła wychodzić jako dziennik (oprócz poniedziałków). Przed młodym zespołem redakcyjnym pojawiły się nowe wyzwania. Przeglądając zszywki "NSW" z tamtych pierwszych, pionierskich lat, widać zmiany, jakie przechodziła gazeta, a wraz z nią jej twórcy. Oczywiście, należy przy tym pamiętać o ówczesnych realiach politycznych oraz możliwościach technicznych wydawania pisma, jakże odmiennych od współczesnych. Niemniej marynarskie pismo systematycznie podnosiło swój poziom edytorski. Coraz śmielej sięgano po różnorodne formy dziennikarskiego przekazu. Mniej było na łamach notatek o tym, kto jest przodownikiem i kto wystrzelał najwięcej celnych salw. Pojawiały się ambitniejsze teksty - felietony, reportaże, wywiady, opowiadania o tematyce marynistycznej, komentarze wydarzeń krajowych i zagranicznych.

Na własnych błędach i potknięciach, ucząc się, zdobywano pierwsze doświadczenia. Zdarzały się przy tym różne, śmieszne historie, jak chociażby ta, która przytrafiła się jednemu z redaktorów "NSW", wywodzącemu się z wojsk lądowych, który wyszedł w rejs okrętem podwodnym. Będąc na nim w zanurzeniu, usłyszał pewne szumy i zapytał się, co one oznaczają. Stary wyga morski, kpiąc sobie z niego, wyjaśnił, iż właśnie okręt przesuwa się przez ławicę ryb i one ocierają się o kadłub. Jak usłyszał, tak napisał w reportażu i to poszło w numerze... Swoje pióra ostrzyli wtedy w redakcji m.in.: Jerzy Koziarski (był jednym ze współtwórców "NSW"), Stanisław Salomon, Stanisław Stępień, Bogdan Brzeziński, Władysław Maj, Czesław Kundzicz, Feliks Kulej, Janusz Joachimczak, Marian Kowalik, Czesław Kuczyński, Franciszek Czerski, Ryszard Nowak oraz Stanisław Dzierżak. Przypomnijmy też, iż na początku 1954 roku dotychczasowego redaktora naczelnego kpt. mar. Stanisława Wolińskiego (w końcu 1953 r. odszedł do redakcji "Żołnierza Wolności") zastąpił kmdr ppor. Stanisław Szmoń. Stały zespół redaktorski wspierali dzielnie liczni współpracownicy, a wśród nich m.in.: Józef Gajda, Zygmunt Dubiel, Stanisław Ordon, Stanisław Łałak, Ludwik Dutkowski, Edward Szyszkowski, Marian Załoga oraz Karol Madeja (późniejszy publicysta m.in. "Panoramy Śląskiej"). To właśnie w "NSW" pierwsze swoje prace publikował mat pchor. Edmund Kosiarz, znany później pisarz marynista, debiutował jeszcze jako podchorąży OSMW Eugeniusz Koczorowski - pisarz marynista, malarz, rysownik. Słynną dekafką Janusza Uklejewskiego, uznanego dziś wybrzeżowego artysty fotografika, jeżdżono wówczas np. do garnizonu usteckiego na reportaż, który ilustrowano jego zdjęciami.

Po pewnym czasie objętość "NSW" zwiększyła się z 4 do 6 kolumn (wydania świąteczne), a format - do 36´49 cm. W grudniu 1955 r. regularnie począł ukazywać się specjalny dodatek - co miesięczny magazyn społeczno-literacki "Bryza" (dwustronicowy), w którym publikowano utwory młodych literatów wywodzących się z marynarskiego środowiska. Zamieszczano w nim m.in. wiersze, opowiadania oraz artykuły dyskusyjne na temat literatury, filmu czy plastyki.

Obarczona tymi samymi błędami co inne ówczesne pisma, po październiku 1956 r. "NSW" nie spełniała już swej roli. Przede wszystkim serwis informacyjny był opóźniony o dzień lub dwa, oparty w głównej mierze na przedrukach. Działo się tak dlatego, że redakcja - korzystająca z usług Drukarni Wojskowej na ul. Św. Piotra 12 w Gdyni - nie dysponowała np. dalekopisami (mieściła się w pomieszczeniach zajmowanych wcześniej przez redakcję "Marynarza Polskiego"). Ponadto opóźnienia pogłębiała powolność płaskiej maszyny drukującej. Istniały też duże ograniczenia w pracy twórczej spowodowane głównie cenzurą. Na przykład nie wolno było wówczas publikować nazw większości jednostek wojskowych. Niezbędne stało się działanie odmienne od dotychczasowego. Zespół redakcyjny "NSW" uznał, iż w nowych warunkach skuteczniej służyć mógłby marynarskiemu środowisku tygodnik. Jednym z argumentów przemawiających za zmianą formuły wydawania czasopisma było to, że rezygnując z zamieszczania zdezaktualizowanego najczęściej serwisu informacyjnego uzyska się miejsce dla materiałów z życia Marynarki Wojennej. W drodze wewnętrznego konkursu zaproponowano nowy tytuł przyszłego tygodnika Marynarki Wojennej - "Bandera".

W codziennej gazecie nie było tego oddechu, a jedynie ciągła pogoń za materiałami. Szybko pisanymi i szybko oddawanymi. Na większy oddech pozwoliłby tygodnik. Ponieważ w tym czasie do podobnych wniosków doszli nasi koledzy lotnicy, którzy przekształcili "Skrzydła Wolności" w "Wiraże" (tygodnik - w końcu 1956 r.), postanowiliśmy pójść ich tropem. Sądziliśmy, że to właśnie jest prawidłowy kierunek działań. Chcieliśmy zmian na lepsze. Mieliśmy nadzieję, że tygodnik dawałby taką szansę - tak wspomina narodziny "Bandery" jej wieloletni redaktor naczelny kmdr w st. spocz. J. Koziarski. - Zastanawialiśmy się jaką mu nadać nazwę. Propozycje były różne: "Wachta", "Na wachcie", "Nasza Bandera" itp. To był taki rozpisany nieoficjalny konkurs wśród pracowników redakcji. Pytaliśmy się też naszych kolegów, czytelników, co sądzą o tym pomyśle utworzenia tygodnika i jaki mu nadać tytuł. I ktoś powiedział, że "Bandera", być może poprzez skrócenie "Naszej Bandery" czy też "Biało-Czerwonej Bandery". Niestety, tego autora wskazać palcem nie mogę. Istotne jest, iż ten pomysł został zaakceptowany. Uznaliśmy, że to będzie najlepszy tytuł dla naszego tygodnika - podkreśla J. Koziarski.

W czwartkowym numerze "Na straży Wybrzeża" z 31 stycznia 1957 roku ukazała się informacja, w której podano, że jest to ostatni numer pisma. Jednocześnie złożono podziękowania dotychczasowym czytelnikom i współpracownikom. Łącznie w ciągu siedmiu lat ukazało się 1897 numerów "NSW".

Pierwszy numer "Bandery" zaprezentowano w piątek 1 lutego (ukazał się z datą 3 lutego 1957 roku). Liczył on 12 stron w formacie 34´49 cm. W specjalnym artykule pt. "Do czytelników" zapowiadano m.in., że tygodnik "...stanie się interesujący treściowo, bogato ilustrowany i ciekawie łamany... Jak się rzekło przejmujemy 7-letnie tradycje Na straży Wybrzeża - pozostaje dawny format, niektóre elementy graficzne. Pragniemy jednak gorąco uczynić z Bandery pismo lepsze". Tak jak informowała redakcja, a nowy tygodnik rzeczywiście wyróżniał się zdecydowanie innym, bardziej atrakcyjnym sposobem łamania kolumn, wzrosła też liczba zamieszczanych zdjęć. Na łamach dominować zaczęły reportaże, wywiady, felietony i komentarze. Pojawiły się rubryki - szachowa, filatelistyczna, muzyczna, filmowa oraz kącik humoru. Od pierwszego numeru regułą stało się drukowanie opowiadań i fragmentów książek marynistycznych.

Przekształcenie gazety marynarskiej nastąpiło w sposób naturalny, z utrzymaniem ciągłości wydawniczej - bez dnia przerwy. Było to działanie zamierzone i odbyło się wysiłkiem tego samego zespołu redakcyjnego. Inauguracyjny numer "Bandery" zawierał m.in. artykuł o perypetiach pewnego marynarza, który wszedł w konflikt z regulaminem wojskowym, "Sondę Bandery" - w której poszedł temat: "Jak sobie wyobrażam pracę klubu marynarskiego?", zastanawiano się "Czy płetwonurkowanie to sport dla marynarzy?", na rozkładówce znalazł się obszerny fragment powieści Jerzego Lipińskiego pt. "Spotkamy Was o świcie", przedstawiający bojową działalność załogi polskiego niszczyciela podczas II wojny światowej. Od pierwszego numeru "Bandera" spotkała się z dużym uznaniem czytelników. Późniejsze sondaże wykazały, iż cieszyła się największą popularnością spośród wszystkich gazet wojskowych tamtego okresu. Urozmaicona zawartość i atrakcyjne, jak na owe czasy, łamanie powodowały, iż po pismo sięgali także czytelnicy spoza środowiska wojskowego.

W poszukiwaniu własnej drogi

Tygodnik charakteryzował się pewną ramówką, wynikającą ze specyfiki służby wojskowej. Dwukrotnie przecież w ciągu roku wcielano poborowych, zaprzysiężano młodych marynarzy i żegnano odchodzących do rezerwy. Istniał określony, stały rytm marynarskiej służby - początek i zakończenie roku szkolenia bojowego, ciągle powtarzający się ten sam cykl szkolenia specjalistycznego na okrętach i w jednostkach brzegowych, zdawanie zadań programowych w morzu, rejsy nawigacyjne i kurtuazyjne do zagranicznych portów. Poza tym co trzy lata należało powtarzać niektóre "prawdy", gdyż w owym czasie służba zasadnicza w MW właśnie tyle trwała. Zatem, nawet czasami wbrew sobie, redakcja skazana była na częściowy schematyzm i cykliczne powtórki tematów.

Wiele jednak zależało od sposobu ujęcia tematu. Starano się jak najatrakcyjniej pokazywać wysiłek ludzi w mundurach, dawać im satysfakcję z dobrze wykonanego zadania. Hołdowano zasadzie, iż marynarz winien odnajdywać siebie w czasopiśmie, bezpośrednio lub pośrednio, czytając np. o swoim okręcie czy jednostce. Korzystano tu ze znanego zjawiska, iż wielu czytelników odkładało pismo z artykułem o sobie na półkę i zabierało po skończonej służbie wojskowej w rodzinne strony, gdzie było ono traktowane jak najcenniejsza pamiątka, pokazywane z dumą rodzinie i znajomym.

Bandera wielokrotnie zmieniała szatę graficzną i format. Na początku lat 60. zmniejszył się dwukrotnie format pisma (na B-4), wzrosła natomiast objętość (także dwukrotnie) - do 24 stron. Redagowano wówczas dodatki: "Żeglarz" dla harcerzy, "Nasze Sprawy" wespół z Organizacją Rodzin Wojskowych oraz "Porywy" wraz z podchorążymi gdyńskiej Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej. Dużą poczytnością cieszyły się numery specjalne (np. z okazji ważnych ćwiczeń) i tzw. małe wydania "Bandery", dedykowane nowo wcielanym marynarzom. Wydanych zostało także kilka jednodniówek dla szkół i liceów noszących imiona związane z historią Marynarki Wojennej. Redakcja była często inicjatorem rozmaitych akcji popularyzatorskich, konkursów i quizów. Do rąk czytelników trafiały cenne nagrody - telewizory, radia, zestawy książek i wartościowe albumy. Sporą popularnością cieszył się na przykład konkurs o tytuł "Dżentelmena jezdni", premiowany atrakcyjnymi nagrodami.

Do zespołu redakcyjnego "Bandery", w którym znaleźli się redaktorzy byłej "Na straży Wybrzeża", dołączali w kolejnych latach m.in.: Ludmiła Kosycarz, Krystyna Popławska-Czerwonko, Danuta Zagrodzka, Halina Staniurska, Janina Hirsz, Zofia Niedźwiecka, Urszula Czajkowska, Czesława Hajduk, Maria Radelicka, Eugenia Niemiec, Teresa Biernacka, Anna Gussman, Wanda Urbańska, Włodzimierz Radziszewski, Edward Witczak, Aleksander Iwicki, Zdzisław Kępa, Kazimierz Gosz, Ryszard Królikiewicz, Jacek Mach, Lech Zielaskowski, Józef Chomnicki, Jan Jastrzębski, Stanisław Kierzkowski, Adam Krajewski, Andrzej Kuczera, Wiesław Malicki, Paweł Siwek, Marek Soroka, Jerzy Zalewski, Waldemar Kozakow, Danuta Wasilewska, Genowefa Wonicka, Andrzej Wasiak, Andrzej Zieliński, Tomasz Ignacik, Henryk Połchowski, Henryk Nagrodzki oraz Marian Kluczyński. Na łamach pisma gościli publicyści znani z innych czasopism wojskowych i cywilnych, wśród nich m.in.: Zdzisław Bagiński, Edmund Pioterek, Edward Przewoźniak i Rafał Witkowski.

Istotne było to, iż ukazywanie się "Na straży Wybrzeża", a potem "Bandery" otwierało przed wieloma osobami możliwość wypowiedzenia się w różnych sprawach, zaprezentowania marynarskiemu środowisku ich twórczości literackiej czy plastycznej. Zanim kmdr Bolesław Romanowski, słynny podwodnik, dziś patron gdyńskiej 3 Flotylli Okrętów, opublikował swoją "Torpedę w celu", jego wspomnienia z lat II wojny światowej drukowała "Bandera".

Z pismem aktywnie współpracowali znani i uznani twórcy, m.in. publicysta i rysownik Zbigniew Damski oraz literat Zbigniew Domino (także - znani już czytelnikom z łamów "NSW" - Edmund Kosiarz i Eugeniusz Koczorowski). Swoje artykuły zamieszczali: Jerzy Pertek - pisarz, popularyzator dziejów polskiej floty, Sławomir Sierecki - pisarz-marynista, znany dziennikarz gdański. Z "Banderą" współpracowali znakomici gdańscy fotoreporterzy: Zbigniew Kosycarz i Janusz Uklejewski. Na łamach pisma ukazywały się rysunki humorystyczne, o tematyce marynarskiej, Wiesława Fuglewicza. Kącik szachowy redagował kmdr Henryk Malinowski (weteran 1 Samodzielnego Morskiego Batalionu Zapasowego).

Dla "Bandery" zawsze bardzo ważna była bliska współpraca z nieetatowymi korespondentami. Spośród licznego grona współpracowników naszego pisma w tamtych latach należałoby wymienić m.in.: Henryka Adamczyka, Bogdana Ortmana, Tadeusza Piotrowskiego, Wiesława Witkowskiego, Konrada Zielińskiego, Jerzego Chłopeckiego, Piotra Piotrowskiego, Witolda Sikorę, Bazylego Panasiuka, Zbigniewa Podgórskiego, Jana Przybysza, Antoniego Wątrobę, Waldemara Stankowskiego, Romana Cacha, Adama Prusaczyka, Zygfryda Ptacha, Janusza Młócińskiego, Stanisława Pudlika, Antoniego Kaczorowskiego, Czesława Michalskiego, Zbigniewa Jastrzębskiego, Jerzego Łubkowskiego, Ziemowita Bujko, Zdzisława Pisarka, Klemensa Hejmowskiego oraz Andrzeja Tokarskiego.

Po odejściu kmdr. Stanisława Szmonia na emeryturę w 1974 r., obowiązki redaktora naczelnego "Bandery" przejął kmdr por. Jerzy Koziarski, który pełnił je do roku 1990. Wówczas ster redakcji przejął od niego kmdr por. Józef Wąsiewski. W grudniu 1989 roku "Bandera" stała się dwutygodnikiem (ukazały się 3 numery), a od połowy lutego następnego roku - miesięcznikiem. Od kwietnia druk "Bandery" przejęła Drukarnia Sztabu MW. Zakończono 40-letnią współpracę z gdyńską Drukarnią Wojskową. Zdecydowały względy ekonomiczne.

Wprowadzając drakońskie rygory oszczędnościowe zachowano wówczas ciągłość edycji (wiele tytułów czasopism wojskowych zawiesiło wtedy na pewien czas działalność wydawniczą). Stan etatowy redakcji "Bandery" zmniejszył się o połowę (w latach 1990/91). Odeszło wielu dawnych pracowników.

Pod koniec 1991 roku w redakcji (jako pierwszej spośród tytułów prasy wojskowej) zainstalowano komputery. W lutym 1992 roku ukazał się pierwszy numer "Bandery" złożony elektronicznie. Zmniejszono format z B-4 na A-4 i zastosowano druk offsetowy. Rozpoczął się nowy etap w rozwoju marynarskiego pisma.

Złoty jubileusz "Bandery"

Byliśmy wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego, mogło zainteresować naszego czytelnika. To właśnie "Bandera" zamieściła na swoich łamach relację z pierwszych manewrów morskich w ramach programu "Partnerstwo dla pokoju" - Cooperative Venture '94, które odbyły się na wodach norweskich. Od początku braliśmy też udział w ćwiczeniach pod egidą sił morskich Stanów Zjednoczonych z cyklu Baltops. To "Bandera" pierwsza była na fregacie USS "Clark", w 1995 roku, na której teraz dumnie powiewa biało-czerwona.

Towarzyszyliśmy naszej flocie w drodze do NATO, informowaliśmy o sukcesach, ale i o problemach, które musieliśmy, i nadal musimy, pokonywać na drodze do osiągnięcia pełnej interoperacyjności. Dziesiątki reportaży, setki materiałów publicystycznych i informacyjnych, tysiące zdjęć - oto nasz bilans wejścia do Sojuszu. To również dobra marka wśród czasopism morskich państw NATO, dobre kontakty z pracownikami służb public relations oraz liczne publikacje prasowe, materiały telewizyjne i radiowe, promujące Polskę i jej siłę orężną na morzu na Zachodzie. Innymi słowy - redakcja "Bandery" to nie tylko wydawca miesięcznika, to również swego rodzaju instytucja, służąca budowie prestiżu Marynarki Wojennej.

Przed czterdziestu laty, nasi poprzednicy, z okazji wydania setnego numeru "Bandery" napisali, iż pragną, aby zaspokoić oczekiwania czytelników, co następuje: zaostrzyć wymagania i kontrolę zamieszczanych materiałów; nie dopuszczać do zbytnich "wymądrzań się" niektórych autorów; więcej pisać na tematy osobistych przeżyć marynarzy; urozmaicać tematykę artykułów; publikować więcej materiałów o treści historycznej; nie dopuszczać, by na szpaltach "Bandery" swawolnie hasały różnego rodzaju "byczki"; uczynić ładniejszą szatę graficzną; mniej posługiwać się "maczkiem" (nonparelem - red.); więcej zamieszczać rozrywek umysłowych, opowiadań i humoru. Dzisiaj wymagania stawiane przed redakcją są o wiele większe. Niemniej owa deklaracja zespołu dziennikarskiego "Bandery" nadal pozostaje wiążąca. Każdy, kto systematycznie sięga po nasze czasopismo zauważy z pewnością, jak duże zmiany w nim nastąpiły, i nadal następują.

Są one dziełem zespołu dziennikarskiego, który od kilku lat z uporem, pokonując kolejne bariery, modeluje pismo tak, by spełniało surowe wymagania jego czytelników. Oczywiście, nie zawsze to się udaje i wiele jeszcze pozostaje do zrobienia.

Cieszy to, iż jesteśmy coraz mniej anonimowi. Reportaże Krzysztofa Wygnała, analizy sił morskich Jerzego Bojko, publicystyka społeczno-kulturalna Bronisława Grzegorczyka, cykle artykułów o morskich skrzydłach Rzeczypospolitej Mariusza Konarskiego i słynnych morskich pojedynkach Sławomira Lipieckiego mają już swych stałych fanów.

Swoje stałe miejsce na łamach "Bandery" mają nasi korespondenci i współpracownicy: Piotr Andrzejewski, Mirosław Heberlej, Marian Jarczyński, Marian Kluczyński, Andrzej Kotecki, Kazimierz Majchrzak, Henryk Nagrodzki, Hanna Błaszkiewicz, Andrzej Tokarski oraz wielu, wielu innych, bez których "Bandera" nie była by tak żywa i bliska swym czytelnikom. Serdecznie im za to dziękujemy.

"Bandera" wiele zawdzięcza także Januszowi Śliwińskiemu, który na początku lat 90., jeszcze jako student PG, pomagał kmdr. ppor. Henrykowi Połchowskiemu, ówczesnemu zastępcy red. nacz., w komputeryzacji redakcji. Pozostał naszym przyjacielem do dziś.

Zanim kolorowa "Bandera" trafi do czytelników wpada m.in. w troskliwe "objęcia" Bożeny Wojniusz (korekta), Pawła Siwka (red. techn.) i Izabeli Markowskiej (operator DTP), drukarzy Wydziału Wydawniczego ZRW MW (do 1994 r. drukowaliśmy się w Drukarni BH MW - red.) i naszej kolporterki Teresy Biernackiej.

Od 1994 roku redakcja wchodzi w skład Zespołu Redakcyjno-Wydawniczego MW (razem z redakcją "Przeglądu Morskiego"), którym od niespełna dwóch lat kieruje kmdr por. Cezary Braciszewski, zawsze przychylny dla redakcji i służący pomocą w rozwiązywaniu problemów, z którymi czasami się borykamy.

Cenimy sobie życzliwość i wsparcie ze strony dowództwa MW, dowódców związków taktycznych, jednostek i okrętów, wszystkich tych, którzy widzą w nas swoich sojuszników. Dziękujemy i liczymy na równie dobrą współpracę także w przyszłości.

Wchodzimy do wielkiej, międzynarodowej rodziny pism sił morskich bez kompleksów. Jesteśmy przygotowani do podjęcia bliskiej współpracy i zapoczątkowania wymiennych praktyk dziennikarskich. Myślimy o wejściu na cywilny rynek prasowy. Chcemy redagować własną stronę internetową, która będzie doskonałym uzupełnieniem podstawowego, klasycznego wydania "Bandery" i umożliwi nam dotarcie m.in. do rzeszy młodych internautów, pasjonatów spraw morskich.

Czy uda nam się to wszystko zrealizować? Cóż, czas pokaże. Wiemy też, iż świat należy do odważnych. A taka właśnie jest Wasza, Drodzy Czytelnicy i Przyjaciele, "Bandera".

Oprac. Antoni Ciejpa


 
 
Poleć tę stronę znajomemu Dodaj do ulubionych Ustaw jako stronę startową
Uwagi na temat strony kieruj do Webmastera. Innych informacji dotyczących Marynarki Wojennej RP
udziela Rzecznik Prasowy Dowódcy MW. Każdorazowe wykorzystanie materiałów ze strony
Marynarki Wojennej w całości lub we fragmencie wymaga pisemnej zgody.
© 2004 Marynarka Wojenna RP. Wszelkie prawa zastrzeżone.